Piękne sylwetki oraz dźwięk motocykli i klasycznych samochodów można było podziwiać 24 sierpnia w Dobrym Mieście. Tu samorząd powiatu olsztyńskiego zorganizował
bowiem Muzyczną MOTOWARMIĘ.
23 KOMENTARZE
A gdzie filmik z koncertu utworów Pinków? Tłumy waliły z każdej strony ??? no i ta soczysta przemowa władcy ?
Ważne że współtwórca tego niewątpliwego sukcesu kulturalnego czyli nasz Andrzejek pozdrawiał tłumy z kabrioletu. Gdyby był w samochodzie taki specjalny uchwyt robiłby to zapewne na stojąco, jak przystało na wielkiego wodza.
Na szczęście nie.
Ze sceny standardowo poleciały pozdrowienia dla byłych uczniów bo to nadzieja na przyszłe wybory. Wyrośniętego gimbazę łatwo zmanipulować dziurą w budżecie i koniecznością wyprzedaży gminnego majatku. Po co gimbazie przedszkole. Zrobi się jeziorne bajoro, to przyszłość dla miasta ?
Oj Jarek Jarek, kolejny niewypał 😉 ty się lepiej nie zabieraj za organizowanie imprez bo się do tego nie nadajesz. Podszkol się z rachunków z tabliczki mnożenia. Impry za NUL to dla ciebie za trudne.
Tak dla równowagi hejtu! Tales of PINK FLOYD
Dobre Miasto 24 sierpnia 2019 godz. 21:00
Piknik „Muzyczna Motowarmia”
Z dużą rezerwą podchodzę do imprez typu festyn, czy piknik rodzinny. Wiadomo – atrakcje, zabawy, wata na patyku i piwo z plastiku, i muzyka… zazwyczaj dla każdego, do potupania nóżką.
Tymczasem Muzyczna Motowarmia zorganizowana przez Powiat Olsztyński w Dobrym Mieście miło mnie zaskoczyła. Duża w tym zasługa Klubu Motocyklistów SPARTANIE, którzy zorganizowali paradę jakieś setki dwu i czterokołowców. Przyznaję, sam z tęsknotą krążyłem pomiędzy maszynami, zazdrośnie spozierając na niebieskiego Gold Winga, moje studenckie marzenie z dawnych lat. Wzdech…
Ale odwróćmy się od maszyn i spójrzmy w stronę sceny. Gwiazdą wieczoru miała być olsztyńska grupa Tales of PINK FLOYD. O ich dokonaniach słyszałem od dawna, a zwłaszcza o multimedialno-muzycznym projekcie, prezentowanym kilkukrotnie pod kopułą olsztyńskiego planetarium.
Dotąd nie miałem okazji obejrzeć ich na żywo. Może dlatego, że mam problem z różnego rodzaju cover bandami, zwłaszcza tymi, które grają muzykę Pink Floyd ?.
Gdy zaliczyło się na żywo i z pierwszego rzędu oryginał, raczej stroni się od naśladowców. ?
A może to błędne założenie, może warto zaryzykować? Odważyłem się i wybrałem na koncert i NIE ŻAŁUJĘ.
Poprzeczka została ustawiona bardzo wysoko. Myślę, że wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Klasyki Pink Floyd grane przez dziewięcioosobowy zespół na niewielkiej scenie pośród drzew. Czy doskoczyli do poprzeczki? Czy może ledwie ją musnęli?
Zapewniam, że doskoczyli, a nawet przeskoczyli, chwilami z dużym zapasem! Od razu zwrócę uwagę na świetne, bardzo profesjonalne nagłośnienie i oświetlenie koncertu. Setlista? Wszystko to, o czym można było zamarzyć – początek, jak u prawdziwych Floydów – „Breath” z Ciemnej Strony Księżyca. Dalej jeden z moich najulubieńszych klasyków „Have a Cigar”, z przepięknym basowym intro, przechodzącym płynnie w „What Do You Want From Me”, a dalej przez gitarowe intro z „Sorrow” do „Young Lust”.
Właśnie to, co jest największym atutem Tales of PINK FLOYD, to umiejętne żonglowanie motywami z utworów Floydów i łączenie ich w większe, oryginalne całości. Chyba rzeczywiście najbardziej obawiałem się grania utworów Pink Floyd jeden do jednego. Kopiowania nagrań znanych z płyt. Na drugim biegunie obaw znalazł się lęk przed graniem „po swojemu”, we własnych aranżach.
Tales of… idealnie rownoważą te dwa bieguny.
Z jednej strony część utworów brzmiała tak, że wystarczyło zamknąć oczy, by zapomnieć, że to nie oryginalny skład. Perfekcyjne Gilmourowskie solówki grane przez Piotra Szymańskiego zapierały dech w piersiach. Niebywały to muzyk i fenomenalnie poradził sobie z tym materiałem. Siedzący z drugiej strony sceny z gitarą akustyczną i emanujący ciepłem Cezary Makiewicz trochę przypominał mi Roberta Wyatta z Soft Machine, wspomagającego niegdyś koncerty Rogera Watersa ?. „Wish You Were Here”, jak też wokalny dialog w kończącym koncert „Comfortably Numb”, to jedne z milszych fragmentów koncertu.
To, co najbardziej uradowało moje uszy podczas koncertu, to utwory z mojej ulubionej płyty „Animals” oraz sięgnięcie przez zespół do starszych utworów z przełomu lat 60. i 70. „Interstellar Overdrive” w bisach po prostu zmiótł mnie z powierzchni Ziemi. Obszerne fragmenty suity „Echoes” wplatane pomiędzy utwory z późniejszych lat. No i przede wszystkim ponadczasowy „Set the Controls for the Heart of the Sun” płynnie przechodzący w „Time”.
Tym jednak, co mnie najbardziej zaskoczyło, jest „Mother”. Klasyczna już ballada z płyty „The Wall”, śpiewana przez Watersa i grana na gitarze akustycznej. Rafał Gajewski, kierownik muzyczny zespołu i jednocześnie główny wokalista i klawiszowiec, podszedł do utworu zupełnie inaczej. Zaśpiewany wręcz jazzowo, przy akompaniamencie fortepianu, z rozdzierającą solówką gitarową na końcu…
Może bluźnię i szargam świętości, ale jako stary fan Floydów, z ręką na sercu i podniesionym czołem powiem – to jedna z ciekawszych wersji „Mother”, jakie słyszałem☝️?
Co ciekawe, jazzowe zapędy Gajewskiego dały o sobie znać także w… „Money”! Lekkie zdziwienie i duża przyjemność ze słuchania.
Niemałym zaskoczeniem była dla mnie również Agata Domalewska, siedzącą z brzegu dziewczyna, raz po raz użyczająca swojego głosu w chórkach. Aż wreszcie rozległy się pierwsze takty „Great Gig in The Sky”… Nie, pomyślałem sobie, nie wierzę… Odważne, bardzo odważne posunięcie…
Wszyscy znamy przecież ten utwór z „Dark Side of the Moon” z fenomenalną, wręcz epokową wokalizą Clare Torry.
Słucham, patrzę, czekam… Zaczęła!
– Dziękuję, czapki z głów, proszę siadać… Szacuneczek! Normalnie w wersji studyjnej ta wokaliza składa się z trzech niezależnych sekwencji zaśpiewanych przez panią Torry i sklejonych później w całość. Zwykle na koncertach wykonują to trzyosobowe chórki (przy okazji, świetna wersja z Sam Brown z trasy „Pulse”). Tu zaśpiewała to jedna dziewczyna. I to jak zaśpiewała! Głos jak obcęgi – jak zwykłem mawiać. Wyrwała nasze serca bez znieczulenia. Świetna wokalistka z, jak sądzę, wspaniałą przyszłością na scenie.
Pikanterii całej sytuacji dodaje fakt, że jak podsłuchałem… było to jej pierwsze publiczne wykonanie tego utworu. Wiecie, rozumiecie – wczoraj próbka, dziś na scenę, WOW! ?
No cóż, półtoragodzinny koncert Tales of PINK FLOYD okazał się dużym artystycznym wydarzeniem moich, tegorocznych wakacji. I chcę jeszcze raz usłyszeć ten team. Może wybiorę się do planetarium, jeśli oczywiście będą tam nadal występować. Dzięki nim przestałem się bać cover bandów i pomyślałem sobie – skoro Australijczycy mają swój Australian Pink Floyd Show, Angole swój Brit Floyd, dlaczego naszym towarem eksportowym nie miałby być Tales of PINK FLOYD???!!! To naprawdę profesjonalni muzycy z dużym doświadczeniem, świetnie dialogują ze sobą na scenie i, co najważniejsze, świetnie się przy tym bawią.
Oczywiście, jak na każdym koncercie zdarzyły się, drobne wpadki – coś się nie zgrało, coś nie weszło jak powinno itp, ale były to „kiksy” zapewne niezauważalne dla większości widowni ?
Nie zapominajmy, że koncertowanie jest sztuką żywą i wszystko może się zdarzyć. Nawet sam David Gilmour podczas koncertu w Gdańsku…. zresztą na płycie wydanej z tego wydarzenia nie słychać tej pomyłki więc… ćśśś… ??
PS. Gościnny udział „Adasia” Pancera był bardzo dobrym pomysłem. Zespół potrzebuje wzmocnienia mocy „garów”. Marek Matyjewicz na perkusji radzi sobie lepiej niż znakomicie, ale nie słyszałem o kapeli, której zaszkodziłyby DWA zestawy perkusyjne ?
Do tego „Adaś” okazał się niezłym showmanem, który świetnie poradził sobie z rozbujaniem pybliczności w „Run Like Hell” ?
PS.2. Błagam, dołączcie do repertuaru „Corporal Clegg” – moje córki oszaleją.
Pozwolę sobie dołączyć filmik z fragmentami koncertu.
Myślę, że zespół się na mnie nie obrazi, a sluchaczo-oglądacze wybaczą jakość nagrania. Jak to na koncercie… „kręciłę komórkom” ?
Ale przecież, nie kręcić tam pojechałem, a obcować z muzyką… I było to obcowanie najwyższych lotów.
oh dyrektorze,
szacun za recenzję koncertu, aż żal że nie dojechałem z przyczyn które nie zależały ode mnie 🙁
epicka opowieść o tym co było, dała namiastkę tego, co mogłem usłyszeć- dzięki choć za to i pzdr 🙂
Burmistrz chcial udowodnic ze tylko dwa stowarzyszenia dzialaja i jak to nazwal promuja Dobre miasto .Dlatego ten Moto pikinik .Glosnio krzyczal na jednej z sesji ze najlepszym stowarzyszeniem sa spartanie bo to tam to i sie pokazali .Pierwszy raz cos zorganizowali dla miasta .I burmistrz chcial pokazac ze jego zdanie jest najwazniejsze .Po tamtej radzie nawet raki piknik mnie nie przekona i nie zachecil a wrecz przeciwnie
Spartanie – grupa ludzi, właścicieli dwóch kółek, jeżdżących to tu, to tam. Masz motor dołączysz do grupy, nie masz nie dołączysz. Jedynie co możesz zrobić to fotkę na, obok lub przy motorze. Ot,wielka promocja miasta.
Spartanie musieli się pokazać i będą się pokazywać bo pod takim warunkiem otrzymali nieodpłatnie lokal. Taki warunek poprzedni burmistrz wpisał im do umowy więc nie jest to żadna zasługa obecnej władzy. A pokazywali się i wcześniej, szacun Spartanom.
Tak na poważnie czy dla żartów ten konentarz? Frekwencja mizerna, zainteresowanie słabiuteńskie, a Starosta nerwowo rozglądał się i wyszukiwał nadciągających tłumów.
Napisz komentarz. Przypominamy o zachowaniu kultury w pisaniu komentarzy. Nikt nie jest anonimowy w internecie. Redakcja zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy bez podania przyczyny, zwłaszcza obraźliwych. Anuluj odpowiedź
Strona używa plików cookie. Korzystanie ze strony oznacza zgodę na zapisywanie plików cookie.AkceptujęOpuść stronęSzczegóły
Polityka prywatności i plików cookies
Privacy Overview
This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
A gdzie filmik z koncertu utworów Pinków? Tłumy waliły z każdej strony ??? no i ta soczysta przemowa władcy ?
Tłumy mieszkańców i turystów ?
Ważne że współtwórca tego niewątpliwego sukcesu kulturalnego czyli nasz Andrzejek pozdrawiał tłumy z kabrioletu. Gdyby był w samochodzie taki specjalny uchwyt robiłby to zapewne na stojąco, jak przystało na wielkiego wodza.
Czy przemowa była po niemiecku?
Na szczęście nie.
Ze sceny standardowo poleciały pozdrowienia dla byłych uczniów bo to nadzieja na przyszłe wybory. Wyrośniętego gimbazę łatwo zmanipulować dziurą w budżecie i koniecznością wyprzedaży gminnego majatku. Po co gimbazie przedszkole. Zrobi się jeziorne bajoro, to przyszłość dla miasta ?
Byla po polsku zeby najtezsze glowy zrozumialy. Tym razem nie bylo calodziennej tyrady i wyjatkowo nie wspominal o szwagrze
Psy szczekają karawana jedzie dalej.
Ta karawana jedzie w przepaść.
Zaślepieni wyznawcy Kowalskiego dalej będą się cieszyć, że karawana jedzie w przepaść, bo dowodzi nią wódz.
Zmieńcie płytę, bo to ciągłe narzekanie i straszenie jest już nudne.
Oj Jarek Jarek, kolejny niewypał 😉 ty się lepiej nie zabieraj za organizowanie imprez bo się do tego nie nadajesz. Podszkol się z rachunków z tabliczki mnożenia. Impry za NUL to dla ciebie za trudne.
Zenada te imprezy. Odgrzewane kotlety i organizowanie na kolanie dwa tygodnie przed
Tak dla równowagi hejtu! Tales of PINK FLOYD
Dobre Miasto 24 sierpnia 2019 godz. 21:00
Piknik „Muzyczna Motowarmia”
Z dużą rezerwą podchodzę do imprez typu festyn, czy piknik rodzinny. Wiadomo – atrakcje, zabawy, wata na patyku i piwo z plastiku, i muzyka… zazwyczaj dla każdego, do potupania nóżką.
Tymczasem Muzyczna Motowarmia zorganizowana przez Powiat Olsztyński w Dobrym Mieście miło mnie zaskoczyła. Duża w tym zasługa Klubu Motocyklistów SPARTANIE, którzy zorganizowali paradę jakieś setki dwu i czterokołowców. Przyznaję, sam z tęsknotą krążyłem pomiędzy maszynami, zazdrośnie spozierając na niebieskiego Gold Winga, moje studenckie marzenie z dawnych lat. Wzdech…
Ale odwróćmy się od maszyn i spójrzmy w stronę sceny. Gwiazdą wieczoru miała być olsztyńska grupa Tales of PINK FLOYD. O ich dokonaniach słyszałem od dawna, a zwłaszcza o multimedialno-muzycznym projekcie, prezentowanym kilkukrotnie pod kopułą olsztyńskiego planetarium.
Dotąd nie miałem okazji obejrzeć ich na żywo. Może dlatego, że mam problem z różnego rodzaju cover bandami, zwłaszcza tymi, które grają muzykę Pink Floyd ?.
Gdy zaliczyło się na żywo i z pierwszego rzędu oryginał, raczej stroni się od naśladowców. ?
A może to błędne założenie, może warto zaryzykować? Odważyłem się i wybrałem na koncert i NIE ŻAŁUJĘ.
Poprzeczka została ustawiona bardzo wysoko. Myślę, że wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Klasyki Pink Floyd grane przez dziewięcioosobowy zespół na niewielkiej scenie pośród drzew. Czy doskoczyli do poprzeczki? Czy może ledwie ją musnęli?
Zapewniam, że doskoczyli, a nawet przeskoczyli, chwilami z dużym zapasem! Od razu zwrócę uwagę na świetne, bardzo profesjonalne nagłośnienie i oświetlenie koncertu. Setlista? Wszystko to, o czym można było zamarzyć – początek, jak u prawdziwych Floydów – „Breath” z Ciemnej Strony Księżyca. Dalej jeden z moich najulubieńszych klasyków „Have a Cigar”, z przepięknym basowym intro, przechodzącym płynnie w „What Do You Want From Me”, a dalej przez gitarowe intro z „Sorrow” do „Young Lust”.
Właśnie to, co jest największym atutem Tales of PINK FLOYD, to umiejętne żonglowanie motywami z utworów Floydów i łączenie ich w większe, oryginalne całości. Chyba rzeczywiście najbardziej obawiałem się grania utworów Pink Floyd jeden do jednego. Kopiowania nagrań znanych z płyt. Na drugim biegunie obaw znalazł się lęk przed graniem „po swojemu”, we własnych aranżach.
Tales of… idealnie rownoważą te dwa bieguny.
Z jednej strony część utworów brzmiała tak, że wystarczyło zamknąć oczy, by zapomnieć, że to nie oryginalny skład. Perfekcyjne Gilmourowskie solówki grane przez Piotra Szymańskiego zapierały dech w piersiach. Niebywały to muzyk i fenomenalnie poradził sobie z tym materiałem. Siedzący z drugiej strony sceny z gitarą akustyczną i emanujący ciepłem Cezary Makiewicz trochę przypominał mi Roberta Wyatta z Soft Machine, wspomagającego niegdyś koncerty Rogera Watersa ?. „Wish You Were Here”, jak też wokalny dialog w kończącym koncert „Comfortably Numb”, to jedne z milszych fragmentów koncertu.
To, co najbardziej uradowało moje uszy podczas koncertu, to utwory z mojej ulubionej płyty „Animals” oraz sięgnięcie przez zespół do starszych utworów z przełomu lat 60. i 70. „Interstellar Overdrive” w bisach po prostu zmiótł mnie z powierzchni Ziemi. Obszerne fragmenty suity „Echoes” wplatane pomiędzy utwory z późniejszych lat. No i przede wszystkim ponadczasowy „Set the Controls for the Heart of the Sun” płynnie przechodzący w „Time”.
Tym jednak, co mnie najbardziej zaskoczyło, jest „Mother”. Klasyczna już ballada z płyty „The Wall”, śpiewana przez Watersa i grana na gitarze akustycznej. Rafał Gajewski, kierownik muzyczny zespołu i jednocześnie główny wokalista i klawiszowiec, podszedł do utworu zupełnie inaczej. Zaśpiewany wręcz jazzowo, przy akompaniamencie fortepianu, z rozdzierającą solówką gitarową na końcu…
Może bluźnię i szargam świętości, ale jako stary fan Floydów, z ręką na sercu i podniesionym czołem powiem – to jedna z ciekawszych wersji „Mother”, jakie słyszałem☝️?
Co ciekawe, jazzowe zapędy Gajewskiego dały o sobie znać także w… „Money”! Lekkie zdziwienie i duża przyjemność ze słuchania.
Niemałym zaskoczeniem była dla mnie również Agata Domalewska, siedzącą z brzegu dziewczyna, raz po raz użyczająca swojego głosu w chórkach. Aż wreszcie rozległy się pierwsze takty „Great Gig in The Sky”… Nie, pomyślałem sobie, nie wierzę… Odważne, bardzo odważne posunięcie…
Wszyscy znamy przecież ten utwór z „Dark Side of the Moon” z fenomenalną, wręcz epokową wokalizą Clare Torry.
Słucham, patrzę, czekam… Zaczęła!
– Dziękuję, czapki z głów, proszę siadać… Szacuneczek! Normalnie w wersji studyjnej ta wokaliza składa się z trzech niezależnych sekwencji zaśpiewanych przez panią Torry i sklejonych później w całość. Zwykle na koncertach wykonują to trzyosobowe chórki (przy okazji, świetna wersja z Sam Brown z trasy „Pulse”). Tu zaśpiewała to jedna dziewczyna. I to jak zaśpiewała! Głos jak obcęgi – jak zwykłem mawiać. Wyrwała nasze serca bez znieczulenia. Świetna wokalistka z, jak sądzę, wspaniałą przyszłością na scenie.
Pikanterii całej sytuacji dodaje fakt, że jak podsłuchałem… było to jej pierwsze publiczne wykonanie tego utworu. Wiecie, rozumiecie – wczoraj próbka, dziś na scenę, WOW! ?
No cóż, półtoragodzinny koncert Tales of PINK FLOYD okazał się dużym artystycznym wydarzeniem moich, tegorocznych wakacji. I chcę jeszcze raz usłyszeć ten team. Może wybiorę się do planetarium, jeśli oczywiście będą tam nadal występować. Dzięki nim przestałem się bać cover bandów i pomyślałem sobie – skoro Australijczycy mają swój Australian Pink Floyd Show, Angole swój Brit Floyd, dlaczego naszym towarem eksportowym nie miałby być Tales of PINK FLOYD???!!! To naprawdę profesjonalni muzycy z dużym doświadczeniem, świetnie dialogują ze sobą na scenie i, co najważniejsze, świetnie się przy tym bawią.
Oczywiście, jak na każdym koncercie zdarzyły się, drobne wpadki – coś się nie zgrało, coś nie weszło jak powinno itp, ale były to „kiksy” zapewne niezauważalne dla większości widowni ?
Nie zapominajmy, że koncertowanie jest sztuką żywą i wszystko może się zdarzyć. Nawet sam David Gilmour podczas koncertu w Gdańsku…. zresztą na płycie wydanej z tego wydarzenia nie słychać tej pomyłki więc… ćśśś… ??
PS. Gościnny udział „Adasia” Pancera był bardzo dobrym pomysłem. Zespół potrzebuje wzmocnienia mocy „garów”. Marek Matyjewicz na perkusji radzi sobie lepiej niż znakomicie, ale nie słyszałem o kapeli, której zaszkodziłyby DWA zestawy perkusyjne ?
Do tego „Adaś” okazał się niezłym showmanem, który świetnie poradził sobie z rozbujaniem pybliczności w „Run Like Hell” ?
PS.2. Błagam, dołączcie do repertuaru „Corporal Clegg” – moje córki oszaleją.
Pozwolę sobie dołączyć filmik z fragmentami koncertu.
Myślę, że zespół się na mnie nie obrazi, a sluchaczo-oglądacze wybaczą jakość nagrania. Jak to na koncercie… „kręciłę komórkom” ?
Ale przecież, nie kręcić tam pojechałem, a obcować z muzyką… I było to obcowanie najwyższych lotów.
Dla równowagi hejtu? Może i nie kręcić tam pojechałeś. Za to tu na pewno kręcisz. Chcesz udowodnić, że to nie kolejna wtopa Kowalskiego. A to wtopa.
oh dyrektorze,
szacun za recenzję koncertu, aż żal że nie dojechałem z przyczyn które nie zależały ode mnie 🙁
epicka opowieść o tym co było, dała namiastkę tego, co mogłem usłyszeć- dzięki choć za to i pzdr 🙂
Wiadomo skąd ten 'epicki obiektywizm’ dyrektora.
Heit to hejt a jeszcze anonimowy tobie hyba oczy i uszy zarosły nienawiścią
Burmistrz chcial udowodnic ze tylko dwa stowarzyszenia dzialaja i jak to nazwal promuja Dobre miasto .Dlatego ten Moto pikinik .Glosnio krzyczal na jednej z sesji ze najlepszym stowarzyszeniem sa spartanie bo to tam to i sie pokazali .Pierwszy raz cos zorganizowali dla miasta .I burmistrz chcial pokazac ze jego zdanie jest najwazniejsze .Po tamtej radzie nawet raki piknik mnie nie przekona i nie zachecil a wrecz przeciwnie
Spartanie – grupa ludzi, właścicieli dwóch kółek, jeżdżących to tu, to tam. Masz motor dołączysz do grupy, nie masz nie dołączysz. Jedynie co możesz zrobić to fotkę na, obok lub przy motorze. Ot,wielka promocja miasta.
Spartanie musieli się pokazać i będą się pokazywać bo pod takim warunkiem otrzymali nieodpłatnie lokal. Taki warunek poprzedni burmistrz wpisał im do umowy więc nie jest to żadna zasługa obecnej władzy. A pokazywali się i wcześniej, szacun Spartanom.
komentarz osoby DM jest wysokich lotów jak CAŁY KONCERT -DZIĘKUJĘ ZA KLASĘ ,podpisuję się w 100%
Dziękuję za zorganizowanie tak pięknego koncertu jakiego w naszym mieście nie było.
Tak na poważnie czy dla żartów ten konentarz? Frekwencja mizerna, zainteresowanie słabiuteńskie, a Starosta nerwowo rozglądał się i wyszukiwał nadciągających tłumów.